Etymologia nazwiska

Saga Rodzinna mówi o początkach nazwiska w XVII wieku. Wywodzi się od wykonywanego zawodu i zapewne mieszczańskim pochodzeniu Rodu. Dziadek Marcin także wykonywał rodowy zawód, był woźnym Poznańskiego Sądu Grodzkiego. Poniżej w galerii fotogramów przedstawiam źródło z wieku XXIII w Przypisach do „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza.

Herb Rzeczpospolitej Trojga Narodów według ugody hadziackiej 1658, z wydzielonym Wielkim Księstwem Ruskim, XVII-wieczny moment przełomowy. Carstwo Moskiewskie zajęło Wschód Księstwa Kijowskiego. W ogólnym zarysie z tamtego okresu 1575 – 1772, wywodzą się Lwowskie Akta Grodzkie i Ziemskie o których szerzej w następującym linku. Taki sam Herb widniał na sztandarach i pieczęci Powstania Styczniowego 1863 roku. LwowskieAktaGrodzkieIZiemskie

Prezentuję syntetyczny opis zawodu moich antenatów. Nieco straszny ale także troszkę zabawny cytat, z opracowania Łukasza Kukucia z 2010 roku, ze strony historia.org.pl. , mówi wiele o blaskach i cieniach profesji woźnego sądowego : „Funkcjonowanie prawa karnego wobec szlachty RP w wiekach XVII-XVIII” : „….Drugą postacią, choć mającą o wiele mniejszą władzę, która była konieczna do sprawnego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości był woźny (Ministerialis Regni Generalis, Woźny jeneralny, jerenał wojewódzki (łac. generalis ministerialis)). Jego praca była chyba najbardziej niewdzięczną i najbardziej niebezpieczna, dostarczał on mianowicie pozwy oskarżonym (szlachta osiadła musiała dostać go na piśmie, natomiast szlachcie–gołocie wystarczał pozew ustny), odprawiał urzędowe wizje, zbierał informacje dla sądu i stron, oglądał i klasyfikował rany, ogłaszał wyroki, później zaś asystował przy ich wykonywaniu. Wywodził się on najczęściej z biednej szlachty, lub też był zwykłym chłopem. Żeby dostarczyć pozew i nie narazić się przy tym na gniew pozwanego, musiał się imać różnych sztuczek. Często starał się przekraść niepostrzeżenie do dworu i tak samo się z niego wydostać po złożeniu pozwu. Znana jest historia jak woźny niepostrzeżenie wjeżdża na wozie w beczce soli do majątku szlachcica. Znane też są zachowania wściekłej szlachty na widok woźnego i pozwu w jego ręku. Jednemu kazano jeść papier, po czym wywleczono ze wsi przywiązanego do końskiego ogona. Inny znowu musiał wejść pod stół i wszystko co powiedział „odszczekać”. Zdarzały się też zabójstwa dokonywane na woźnym. Jednak za taką zbrodnię groziła taka sama kara jak za zabicie szlachcica, choćby sam woźny pochodził z plebsu. Bywało też tak, że urzędnik ten był nieuczciwy i przekupny. Za taki występek zrzucano go z urzędu i najczęściej wypalano piętno na twarzy.” FukcPrawa I RP

Na koniec tego tematu tyczącego się profesji moich Antenatów, podaję coś weselszego i poetyckiego zarazem. Literacka forma autorstwa Wincentego Pola, opowieść wierszem o tym jak Sadowa Wisznia stała się Wisznią Sądową :

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk

Świadectwo o Józefie Jeneralczyku, posterunkowym PP, funkcjonariuszu KP w Łodzi w latach 1932 – 1939.

Ten kluczowy rozdział dotyczący stryjka Józefa, starszego brata mojego ojca Władysława, sporządzam na podstawie rozmów z moimi rodzicami oraz wykorzystując zbiory fotografii zachowanych dzięki pieczy Mamy Heleny i opisów do nich wykonywanych przez mamę i ojca. Bardzo wiele nowych odkryć w biogramie stryjka Józefa zawdzięczam zbiorom zachowanym przez stryjenkę Leokadię, chronionych przez Nią jak skarb, przez cały okres tułaczki wojennej oraz peregrynacji powojennych. Ocalone dzięki Leokadii zbiory zawierają korespondencję z okresu narzeczeństwa i małżeństwa Leokadii Kiss i Józefa ale także bezcenne opisane fotografie Józefa z okresu służby wojskowej w jednostkach KOP (Korpus Obrony Pogranicza). Materiały te znajdują się obecnie w dyspozycji i przechowaniu najbliższych Józefa i Leokadii, wnuczki Anity w linii młodszej córki Bożenny oraz Izabelli wnuczki Józefa w linii starszej córki Wandy. Bardzo dużo wiadomości o życiu i powojennych losach rodziny przekazała mi w  rozmowach telefonicznych najmłodsza córka Leokadii Nela Jeneralczyk. Przełomowe dla wiedzy o losach rodziny Józefa było nawiązanie korespondencji mailowej i telefonicznej z wnuczką Józefa i Leokadii Anitą w latach 2014 do 2016. Bardzo wiele dało nawiązanie bliższej wymiany myśli i korespondencji z Izabellą wnuczką Józefa w linii córki Wandy na początku 2025, zbiory Leokadii znajdujące się w Jej dyspozycji okazały się bardzo znaczące dla wyjaśnienia losów Józefa poczynając od służby wojskowej, poprzez narzeczeństwo z Leokadią Kiss, małżeństwo oraz naznaczoną boleśnie służbę w Policji Państwowej w latach 1932 – 1939. MojeSwiadectwo

19 października 1929 roku Józef wstąpił do służby w Wojsku Polskim w Łodzi. Zachowało się zdjęcie w mundurach polowych Józefa i dwóch jego kolegów wykonane „Fotografia POLONJA, Łódź Jerzego 11”. Ze zbiorów stryjenki Leokadii, wynika że Józef w maju 1930 roku odbywał Kurs Łączności w 29 batalionie KOP w Suwałkach. Następnie służył w Centrali Wojskowej Łączności KOP w Sopoćkiniach. Służbę wojskową Józef ukończył około listopada 1931 roku.

Do Policji Państwowej Józef wstąpił 16 lutego 1932 roku. W tymże roku po ukończeniu Normalnej Szkoły Fachowej, Komendy Głównej Policji w Mostach Wielkich, powiat żółkiewski województwo lwowskie, skierowany został do Komendy powiatowej w Łodzi. W nieznanych bliżej okolicznościach w 1933 roku, będąc na służbie doznał postrzału w nogę uczestnicząc w pościgu za bandytami. Rozpoczęty proces leczenia był długotrwały z racji nie usunięcia tkwiącego w nodze pocisku. W sierpniu 1934 roku stryjek Józef przebywał na czterotygodniowym turnusie rehabilitacji leczniczej w Sanatorium Policyjnym w Tatarowie na Huculszczyźnie w Karpatach. Następnie Józefa skierowano na emeryturę czyli policyjny stan spoczynku.

Ślub Józefa i Leokadii de domo Kiss odbył się w Łodzi 25 grudnia 1935 roku. Zachowało się zdjęcie wykonane w studio „ARTYSTYCZNA FOTOGRAFIA, PRACOWNIA PORTRETÓW Łódź, Napiórkowskiego 30”

Z przekazu mojego ojca Władysława i dokumentów śledztwa NKWD oraz dokumentacji Archiwum Państwowego w Łodzi oraz wspomnień rodziny stryjenki Leokadii wynika że bezpośrednio po wydaniu orzeczenia Komisji Lekarskiej o zdrowiu i przydatności do służby, nastąpiło powołanie stryjka Józefa do służby czynnej z dniem 1 listopada 1938 roku. Józef i Leokadia zamieszkali w Aleksandrowie gdzie znajdował się posterunek policji w którym Józef służył i gdzie przydzielono mu policyjnego psa służbowego, owczarka podhalańskiego Armina. Był doskonale wyszkolony. Potrafił przenosić informacje np. liściki od komisariatu do domu i odwrotnie. Nie bał się strzałów. Obcy nie mógł do niego podejść. Umiał się chować. Wystarczyło powiedzieć mu idź do domu lub do pana. Potrafił nosić pakunki. Podobno Józef zabrał Armina ze sobą, po wkroczeniu Sowietów w granice RP, gdy został wezwany na mobilizację do Wojska Polskiego. Prawdopodobnie Józef w którymś momencie, dał mu hasło „do domu” bo pies wrócił do mieszkania służbowego w Aleksandrowie. Tak mówili sąsiedzi, gdy Leokadia wróciła z peregrynacji do Łucka. Mieszkanie było splądrowane, psa podobno zastrzelił patrol żandarmów. W czasie od ślubu w BN 1935 do wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku, Józef i Leokadia dochowali się dwóch córek Wandy (ca 3 lata) i Bożenny (ca kilka tygodni).

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk

70 lecie mojej Szkoły średniej

Technikum Energetyczne Ministerstwa Energetyki
w Łodzi, ulica inż. Stefana Skrzywana 11,
rocznik absolwentów 1958 – 1963.

Egzamin wstępny zdawałem w 1958 roku na ulicy Kilińskiego 172 w ówczesnej siedzibie Szkoły. Do tej siedziby często wracałem, tam właśnie przez jeszcze kilka lat działały Warsztaty Szkolne Technikum Energetycznego. Wracałem TAM także podczas studiów na Politechnice Łódzkiej a także kiedy pracowałem w zakładach ELTA potem w PZGraf. Tam właśnie na ulicy Kilińskiego mieścił się wówczas Ośrodek Szkolenia Zawodowego Energetyki, kierowany przez Stanisława Groszka i Edmunda Kałacha dawnych współzałożycieli Laboratorium Miernictwa Elektrycznego TE. Wracałem tam często jako wykładowca lub laborant na Kursach DZ.
To co dotyczy warsztatów szkolnych pamiętam najdokładniej, może dlatego że od małego pasjonowała mnie technika a zwłaszcza samodzielne wykonywanie i naprawianie różnych produktów techniki. Tutaj ubrany w kombinezon i beret z antenką, wyposażony w suwmiarkę którą zakupili rodzice, otrzymałem w narzędziowni marki narzędziowe i pod kierunkiem instruktora ślusarni dostałem pierwsze poważne zadanie : „wykonaj zamek wierzchni do drzwi – zasuwę z pięcioma podtrzymkami”. Tutaj także, podczas lekcji toczenia wałka stalowego a ściślej podczas mocowania noża tokarskiego w imaku nożowym, ukręciłem centralną śrubę o średnicy bagatela 22 mm !. Instruktor gdy Go z bólem głowy powiadomiłem o fakcie, bez jednego słowa złapał mnie dłonią za biceps z zapytaniem „gdzie ty masz TĄ moc ?”

TE_Wspominam_html_m7bf4d668

Działanie zamka, zasuwy z podtrzymkami (WIKIPEDIA)

Tak, zdecydowanie ślusarnia, obróbka mechaniczna, montaż rozdzielnic, praktyki robotnicze w EC II, ELESTERZE, rozdzielni napowietrznej WN na Janowie, kopanie rowu kablowego na odcinku kilkuset metrów w ulicy Wojska Polskiego i Jarosława Dąbrowskiego, zwiedzanie ELTY Z-1 i Z-3, to były dla mnie pasjonujące chwile, na zawsze pozostały w mojej pamięci, zawsze powiązane z latami nauki w Technikum Energetycznym Ministerstwa Energetyki w Łodzi.
W trzeciej klasie założyliśmy mundury z zielonymi lampasami, do tego tarcza z błyskawicą noszona na lewym ramieniu oraz czapka typu maciejówka także z zieloną wszywką w denku. Nasz wicedyrektor Stefan Cezary Przybysz oraz woźny pan Stanisław Stępień, byli bardzo rygorystyczni, przed jedynym wejściem do Szkoły od ulicy inż. Stefana Skrzywana, sprawdzali stan i kompletność naszego umundurowania. W przypadku braków lub nieodpowiedniego stanu elementów munduru a także w przypadku zbyt długich włosów, delikwenta odsyłano do domu. Powrót do szkoły wymagał stawienia się ucznia wraz z matką lub ojcem w gabinecie wicedyrektora.

W klasach wyższych pamiętam zupełnie niezwykły rozwój działalności pozalekcyjnej. Powstały liczne koła zainteresowań w zakresie filmu, teatru, orkiestra dęta, prowadzono kalendarzowe zajęcia świetlicowe oraz wieczorki klubowo – taneczne. To były czasy bluesa, twista i początków kariery Paula Anki. Szkołę wyposażono w niezłej klasy sprzęt nagłaśniający, rejestrujący i muzyczny. Radiowęzeł posiadał bogatą płyto i taśmotekę – słowem pamiętny początek niezwykłych „lat sześćdziesiątych”. Ponadto wycieczki krajoznawcze, rajdy turystyczne, wakacyjne obozy tematyczne np. kabaretowo – recytatorski, tzw. wędrowne, sportowe, muzyczne.
Zajęcia sportowe w ramach WF także były ciekawe, chętni zakładali rękawice bokserskie i do woli sparowali w hallu Sali Gimnastycznej, liczna grupa bardziej sportowo utalentowanych trenowała w MKS lekkoatletykę. Pozostali w zależności jaką piłkę rzucił magister WF Tadeusz Barański, grali w siatkówkę, ręczną lub koszykówkę. Pamiętam sprawdzian z biegu terenowego na dystansie 1500 mb który odbył się w Parku Wenecja, uff…jeszcze teraz tchu mi brakuje !..

TE_Wspominam_html_m12adfeb7

Szkoła to uczniowie i nauczyciele. Uczniowie wiadomo zawsze rozbrykani, leniwi i trudni do uformowania aby wyszli na ludzi. Nauczycieli Szkoła miała wyjątkowo oddanych nauczaniu, ale także wychowaniu uczniów własnym przykładem. Takie wychowanie moim zdaniem, jest najskuteczniejsze. Większość kadry TE była inżynierami – pedagogami, to nie seksizm ale 80 procent naszych nauczycieli było mężczyznami. Myślę że dobrze trafiłem ponieważ moją wychowawczynią od pierwszej do trzeciej klasy była wspaniały matematyk i pedagog Pani Leokadia Grześkowiak.
Doskonałe wyniki naukowe i wychowawcze mojej Szkoły, spowodowały że kadra pedagogiczna w znacznej części awansowała na stanowiska dyrektorów i wicedyrektorów szkół zawodowo – technicznych w całej Łodzi. Ale te czasy Szkoły tj. po 1963 roku, to już nie moja bajka……  te_wspominam

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk

Leon Jeneralczyk, poszukiwany

PoszukiwanieLeona Dzieje moich rodzin w czasie II Wojny Światowej naznaczono licznymi dramatycznymi wydarzeniami. Kolejną dotąd nie wyjaśnioną do końca sprawą są losy Leona Jeneralczyka, najmłodszego brata mego ojca Władysława. W przeciwieństwie do Józefa którego rodzice poszukiwali jeszcze w czasie wojny poprzez PCK i DRK oraz po wojnie poprzez PCK, Leona nie poszukiwali rodzice ani rodzina z Poznania. Myślę że dziadek Marcin otrzymał  od władz okupacyjnych III Rzeszy wiadomość o Leonie jako poległym na polu walki. Po śmierci dziadka w 1950 roku, nikt nie poszukiwał powiadomienia aby ustalić miejsce pochowania Leona lub poczynienia ustaleń co do okoliczności i miejsca w jakim zginął a także gdzie dokładnie spoczywa. Na pytanie „..co stało się ze stryjkiem Leonem?”, od rodziców słyszałem „zginął na samym początku wojny…”.

Pobrałem ze strony Elektronicznej Ewidencji Ludności Miasta Poznania eKartotekaPoznań, skany stron ewidencyjnych, dotyczące rodziny Jeneralczyk. Po analizie odkrytych kart uzyskałem szereg nowych informacji które starałem się poukładać w logicznym porządku. W zbiorach fotografii pozostałych po ojcu Władysławie było szereg informacji które tata pod koniec życia w latach 1985-90, porządkował oraz uzupełniał opisy osób i faktów dotyczących fotografii, robił to swoim równym i wyraźnym pismem odręcznym. Doskonały przykład Jego pisma to dopisek „…Jeneralczyk” po podpisie „…brat Leon”, na odwrocie wyżej zamieszczonej fotografii stryjka Leona, którą wysłał „..na pamiątkę Władkowi i Bratowej” z miejsca służby KOP Osowce. Poniżej zamieszczam skan karty ewidencji ludności miasta Poznania dotyczącej Leona, Jego urodzeniu oraz kolejnym zmianom adresów zamieszkania czy miejsca pobytu.

Jak wynika z zapisu w Księdze Ewidencyjnej stryjek Leon Jeneralczyk to syn Marcina i najmłodszy z Marianny de domo Łagodzińskiej. Urodził się w Poznaniu dnia 16 stycznia 1914 roku. Marianna Jeneralczyk wkrótce 12.09.1914 umiera. Ostatni wypisany adres zamieszkania rodziny to Poznań ulica Forteczna 33. Zapraszam również na strony opisujące historię twierdzy w Osowcu nad Biebrzą. Tam właśnie urywa się ziemski ślad po stryjku Leonie. Może dzięki wytrwałości w poszukiwaniach, uda mi się ten ślad wydłużyć i dopisać dalszy ciąg Jego biogramu ?. WIKIPEDIA strona opisów podziemi i fortyfikacji TwierdzaOsowiec

Twierdza Osowiec to rosyjska twierdza znajdująca się na trasie Białystok – Ełk, kilka kilometrów za Mońkami. O jej wyjątkowości stanowi fakt, iż nigdy nie została zdobyta. Opis tego niezwykłego miejsca rozpoczniemy wierszem z tomiku Mirosława Worony „Nietoperz historii”:

„W zapomnianych miejscach na cegłach siadam
Znajomym szeptem mówią do mnie schrony
I z psyche twierdzy o przyszłości rozmawiam
Przez utrwalony głos
Cerkiewnych i kościelnych dzwonów
Słyszę jak przy koszarach modlitwa smutku
W różnych językach płynie
Na centralnym placu orkiestra gra melodię
W rytm dostojny i miarowy
Maszerują synowie Marsa
Z Osowca – Twierdzy biegną wspomnienia
Wystukane podeszwami wojskowych butów.”

KOP_Osowiec to opracowanie wykonane na podstawie materiałów pobranych z Internetu na które się tam powołuję. Zapraszam także do czytania opracowania złożonego z pobranych w  Internecie materiałów dotyczących historii Twierdzy Osowiec Festung Ossowicz czy też wypis Osowiec_Twierdza. Zapraszam również do czytania opracowania o roli KOP w systemie bezpieczeństwa II RP przed wybuchem Wojny 1939 roku, wg. strony Studio Wschód, gdzie na końcu jest link do opracowania wg. Studio Wschód. ŁowcySowietów. Proszę również zapoznać się z artykułem Włodzimierza Kozłowskiego z 1980 roku, opartego o bardzo liczne cytowane w bibliografii materiały źródłowe. Artykuł został digitalizowany i umieszczony w zbiorach cyfrowych Muzeum Historii Polski : MuzeumMazurskoWarminskie

Konkluzja co do losów Leona pozostaje nie jednoznaczna. Wynika zarówno z artykułu Włodzimierza Kozłowskiego ale również z opracowań na stronie poświęconej Bitwie nad Wizną na znanym profilu WP BitwaPodWizną. Cały artykuł Włodzimierza Kozłowskiego znajduje się w Archiwum Cyfrowym Uniwersytetu Łódzkiego Acta Universitatis Lodziensis. Folia Historica 05. 1981

Rozpoczynając poszukiwania, 23 sierpnia 2016 roku, wypełniłem i wysłałem elektroniczny formularz poszukiwania pobrany bezpośrednio ze strony DRK (Deutsches Rotes Kreutz). Poniżej załączam link do pierwszej strony e-maila, potwierdzenia odebrania tego dokumentu. DRK_LeonJeneralczyk. Optymizmem napawał wtedy fakt że na moje zapytanie do dawnej ROPWiM (Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) kierowanej ówcześnie przez profesora Krzysztofa Kunerta, otrzymałem bardzo szybką odpowiedź lecz z Departamentu Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Było to pismo oficjalne z zapowiedzią interwencyjnego działania w kierunku zbadania aktualnej fazy poszukiwań stryja Leona w Biurze Poszukiwań PCK Odpowiedź MKiDNoLeonie. Poniżej zamieszczam skan pisma otrzymanego z PCK. Potwierdza ono datę urodzenia stryjka Leona którą poznałem wcześniej, analizując dokumenty pobrane z Archiwum Cyfrowego miasta Poznania.

Po około roku nadeszła ostateczna negatywna odpowiedź z PCK, która raczej świadczy o pominięciu moich sugestii, zawartych w uzupełnieniu do uprzedniego zgłoszenia poszukiwania. 

Otrzymałem także pismo odpowiedzi DRK z siedzibą w Monachium BRD. Kieruje ono moje dalsze poszukiwania stryjka Leona do trzech wyspecjalizowanych instytucji poszukiwawczych oraz oczekuje w tej sprawie na moją decyzję. Odpisałem niezwłocznie, że zgadzam się na przekazanie sprawy do wskazanych Instytucji oraz proszę o dołożenie starań w celu odnalezienia jakiegokolwiek śladu w dokumentach przejętych po III Rzeszy.

Tłumaczenie : „Dziękujemy za Twoje zgłoszenie, informujemy że możemy przekazać Twój list według zakresu kompetencji, do przeglądu i dalszego rozpracowania właściwym instytucjom które wymieniamy :…”. Właśnie nadeszła pierwsza odpowiedź z wymienionej w piśmie DRK wyspecjalizowanej Instytucji federalnej Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorgen.

Tłumaczenie głównej myśli pisma : „Skierują zapytanie dalej do wyspecjalizowanej Deutsche Dienstelle w Berlinie przy Eichborndamm 179 która posiada archiwa centralne byłego Wehrmachtu z czasów III Rzeszy podczas II Wojny Światowej…”. Właśnie nadeszła druga odpowiedź z wymienionej w piśmie DRK wyspecjalizowanej Instytucji federalnej Deutsche Dienststelle (WASt) z Berlina.

Tłumaczenie głównej myśli pisma : „Deutsche Dienstelle w Berlinie przy Eichborndamm 179, informuje że archiwach centralnych byłego Wehrmachtu podczas II Wojny Światowej, nie odnaleziono dokumentów dotyczących pańskiego stryjka Leona Jeneralczyka…”, Sugerują możliwość dalszych poszukiwań gdy wpłyną uzupełnienia zgłoszenia które pozwolą rozszerzyć poszukiwania”. Ja wyślę, ponownie Zapytanie, podam dane rodziców Leona, Marcina i Marianny, ale także ostatni adres zamieszkania Marcina i Eleonory II żony, na który mógł być dostarczony telegram o śmierci. Stanowczo zwrócę uwagę na fakt że Leon poległ na polu walki jako polski żołnierz, przeciwnik niemieckiego Wehrmachtu jako najeźdźcy. Należy przeto szukać w rejestrach pochowanych przez Wehrmacht, rozpoznanych na polu walki polskich żołnierzy. Poniżej przedstawiam treść pisma mojej odpowiedzi do DD w Berlinie. „Niniejszym informuję że niemieckie Urzędy przed 1918, często pisały nasze nazwisko jako Generalczyk. Dane ówczesnych rodziców Leona, Marcina i II Żony Eleonory z domu Spławska, ich ostatni adres zamieszkania na który mógł być dostarczony telegram o śmierci Leona, to Poznań ulica Jeżycka 33. Stanowczo zwracam uwagę na fakt, że stryjek Leon poległ na polu walki jako polski żołnierz, poległ w walce z niemieckim Wehrmachtem. Należy przeto szukać w rejestrach pochowanych przez Wehrmacht, rozpoznanych na polu walki polskich żołnierzy.”.

Po długim milczeniu pojawia się nieproszone zagadkowe pismo Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorge e. V. Jak gdyby nigdy nic, proponują mi dotowanie akcji „Kwiaty dla Costermano – i innych nieznanych żołnierzy”. Obcesowa propozycja nie spotka się z moją aprobatą. Myślę że nie jestem na tyle altruistyczny aby aprobować takie odwrócenie sytuacji. Nawet nie udają że Im przykro, że nie potrafią ustalić gdzie pochowali mojego stryjka, a już wyciągają rękę po pieniądze !. Najpierw to Wy ustalcie gdzie jest grób mojego stryjka Leona !.

Zamieszczam pełne tłumaczenie tego Pisma, po to by nie było wątpliwości jaka propozycja wychodzi w zamian za uprzejmą prośbę o ustalenie miejsca pochówku. Przewodnia myśl brzmi jak przytyk „…nie stawiacie kwiatków na groby niemieckich żołnierzy, którzy przypadkiem polegli na waszej ziemi, może więc zrobisz kosztowny gest i wesprzesz naszą akcję”. To znowu kolejna próba zamiany ról w historii !. Bardzo dziękuję Pani Irenie Grabowskiej za przetłumaczenie tego Pisma.

Pokazuję także dalsze wysiłki, próby podjęte przy udziale przyjaciół z mojego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 roku w Łodzi, głównie Marka Statkiewicza. Zadał sobie wiele trudu, częściowo szedł moimi ścieżkami które miałem już za sobą, ale telefony do Grupy Rekonstrukcyjnej Wizna coś dały. Markowi udało się otrzymać adres pocztowy i elektroniczny do Centralnego Archiwum Wojskowości we Freiburgu BRD. Napisałem tam niezwłocznie drogą elektroniczną. Poniżej oryginały i tłumaczenia : Moje zapytanie do Bundesarchiv-Militaerearchiv, Freiburg BRD, MilitarArchiFreiburg oraz nadesłana odpowiedź z Bundesarchiv-Militaerearchiv, Freiburg im Breisgau BRD RevArchiFreiburg

Podany w odpowiedzi Bundesarchiv-Militaerearchiv link do zasobów CAW jest nieścisły, właściwie błędny. Mnie udało się odnaleźć inny link do zasobów archiwalnych, one budzą moje duże zainteresowanie. Będę chciał z nimi zapoznać się, jak tylko będzie to możliwe ArchiwumWojskoweWarszawa. Jak widać nadal brak jakichkolwiek obiecujących wiadomości o stryjku Leonie, będę oczywiście próbował dalej poprzez Centralne Archiwum Wojskowe i poprzez IPN. Liczę także na prace nad ujawnieniem Listy Białoruskiej, jeśli będą się posuwały żwawiej, to może Tam odnajdą się jakiekolwiek ślady Stryja Leona.

Kuropaty na obrzeżach Mińska to miejsce pochówku tysięcy ofiar represji stalinowskich, w tym Polaków. Według historyków polskich i niezależnych badaczy białoruskich na uroczysku Kuropaty, mogą spoczywać ofiary zbrodni katyńskiej. Jednak dotąd przeprowadzono nieliczne ekshumacje na tym terenie. Szacunki liczby pochowanych tam ludzi wahają się od 30 tysięcy do 250 tysięcy. Od września 1939 r. do czerwca 1941 r. zabito na Białorusi co najmniej 8,6 tys. polskich oficerów i 8 tys. polskich cywilów – powiedział białoruski historyk Ihar Kuzniacov na polsko-białoruskiej konferencji naukowej w Mińsku.

Polscy historycy szacują, że z rąk NKWD w latach 1937-38 w Rosji zginęło 140 tys. Polaków. Po zajęciu przez Armię Czerwoną wschodnich województw II RP tylko do obwodu archangielskiego, na północy Rosji, trafiło ponad 55 tys. deportowanych. Umieszczono ich w 138 specjalnych osadach, nadzorowanych przez NKWD. Przy każdej powstał polski cmentarz, ponieważ z powodu trudnych warunków życia, surowego klimatu i obowiązku ciężkiej pracy przy niedostatecznym wyżywieniu śmiertelność w polskich osadach była wysoka.

Na zakończenie rozdziału zamieszczę skrywaną latami ciekawostkę. Otóż w Moskwie na Cmentarzu Dońskim, starej nekropolii w centrum miasta, pochowanych jest około 8-10 tys. ofiar stalinowskiego terroru, znajdują się tam także symboliczne groby ostatniego dowódcy Armii Krajowej, generała Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” oraz zastępcy Delegata Rządu RP na Kraj Stanisława Jasiukowicza „Opolskiego”.

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk

Schloss Hartheim, zamek śmierci.

Rozdział ten poświęcam pamięci Józefa Rolczyńskiego z Dobrego Miasta, pasjonata i wieloletniego badacza historii rodzin Rolczyński vel Rólczyński vel Rulczyński pochodzących z wielkopolskiego miasta Ryczywołu. Poniżej zamieszczam połączone w całość, pliki korespondencji mailowej oraz komunikacji poprzez nie istniejący współcześnie, pionierski profil społecznościowy Nasza Klasa. KarolWojciechKorespondencja. Zamieszczam również doskonałe opracowanie Rady Gminy oraz historyczne autorstwa Zygmunta Zaleskiego na temat historii Ryczywołu, miasta matecznika rodzin Rólczyńskich, Rulczyńskich, Rolczyńskich, czyli Ryczywołu Ryczywół

Pobrany z internetu opis projektu „Księga Hartheim”. HartheimPolnisch. Dwa foldery w języku angielskim, nadesłane przez kustosza Zamku Hartheim 01 folder ausst.engl 2009_1  oraz 02 folder gedenkst.engl 2009_1. Ponadto wracam tutaj do moich opracowań zawartych w końcowej części materiałów prezentowanych pod linkiem AntoniRulczyńskiKorespondencja. Powracam do nich tutaj ponownie, ponieważ dotyczą współczesnych losów miejsc pamięci takich jak : obóz Mathausen-Gusen oraz ośrodek masowej eksterminacji Schloss Hartheim . Na koniec prezentuję kolejne fotografie dziadka Ignacego oraz wujka Antoniego, zachowane w zbiorach rodziny Jeneralczyków i Rulczyńskich.

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk

Józef Jeneralczyk, stryjek odnaleziony.

Przedstawiam korespondencję z lat 1999 – 2009 dotyczącą poszukiwań wiadomości o stryju Józefie Jeneralczyku. JozefJeneralczyk_poszukiwanie. Ponadto polecam uwadze czytelnika artykuł prasowy PAP z 2012 oraz artykuł z z wortalu DZIEJE z 2022 roku pokazujące trudną drogę do ujawniania prawdy o Zbrodni Katyńskiej. 20 lat temu Rosja przekazała Polsce katyńskie archiwalia oraz 30 lat temu Rosja ujawniła część dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej. Materiał fotograficzny ilustrujący miejsce w Łucku na kresach gdzie ostatni raz przed wojną spotkali się bracia, mój przyszły tato Władysław i stryjek Józef Jeneralczyk Łuck_Lwów_Bata. Losy Józefa i Leokadii Jeneralczyk a także analiza wydarzeń w rodzinie, związanych z tragicznie pogmatwanymi przez wojnę losami braci, Józefa i Władysława rozgrywające się w drugiej połowie września, między 17 a 30. IX. 1939 roku, opisuję w rozdziale. ŚwiadectwoOJózefiePosterunkowymPP_1939

Więcej o całej rodzinie Jeneralczyk opisuję w rozdziale RodzinaJeneralczyk. 29 września 2016 roku posadziłem Dąb Pamięci stryjka Józefa Jeneralczyka, podczas wielkiej uroczystości z udziałem upoważnionych przedstawicieli Prezydenta RP, JE Arcybiskupa Łódzkiego, Wojewody Łódzkiego, Prezydenta Miasta Łodzi, Marszałka Województwa Łódzkiego, Rady Miasta Łodzi, Komendanta Wojewódzkiego Policji, Komendantów Powiatowych Policji, Komendanta Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego, Komendantów Straży Pożarnej i Miejskiej, dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, dyrektora Izby Celnej w Łodzi, wysokich przedstawicieli Organizacji Kombatanckich, przedstawicieli Zrzeszeń Społecznych Służb Mundurowych, dyrektor Gimnazjum Publicznego nr 10 im. Rajmunda Hiacynta Rembielińskiego. To tam na terenie GP nr 10 założono Aleję Dębów Pamięci policjantów PP II RP, więźniów obozu jenieckiego w Ostaszkowie, zamordowanych strzałem w tył głowy w piwnicy siedziby NKWD w Kalininie (obecnie Twer) a pochowanych w dołach śmierci w terenie obecnego Cmentarza Wojennego w Miednoje. Licznie uczestniczyła młodzież gimnazjalna, grono pedagogiczne GP nr 10 oraz rodziny uhonorowanych policjantów. Głównym organizatorem uroczystości było Stowarzyszenie „Rodzina Policyjna 1939 r.” w Łodzi. Aleja Dębów Pamięci Policjantów PP Garnizonu Łódzkiego została przeniesiona na teren Jednostki Prewencji Policji Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi na ulicy Pienistej w 2020 roku. Poniżej galeria zdjęć z kolejnych uroczystości wraz z uczestnikami Stowarzyszenia Rodzina Policyjna w Łodzi i asystą honorową Policji.

Nad ranem 3 września 2019, Łódź o 3:30 wyruszam w pielgrzymkę życia autobusem Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, do Warszawy na Lotnisko Wojskowe Chopina. Pielgrzymujemy wraz z delegacją Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 roku w Łodzi, do miejsca w Rosji, gdzie wrzucono do dołu śmierci mojego stryjka Józefa Jeneralczyka w 1940 roku. Cmentarz Wojenny to obszar leśny za wsią Miednoje w bliskim sąsiedztwie rzeki Twerca w Obwodzie Kalinińskim – w mapach Google „Kalininsky District”.

Album fotogramów z Pielgrzymki Rodzin Policyjnych – 1939 roku o tytule „Wtorek w Kalininsky District” – 3 września 2019 : MojaPielgrzymkaDoMiednoje

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk

Antoni Rulczyński, wujek zamęczony w Mauthausen – Gusen, zamordowany i spalony w Hartheim w 1941.

Przedstawiam połączone pliki mojej korespondencji dotyczącej poszukiwania dokumentów po moim wujku Antonim Rulczyńskim. Do plików korespondencji kierowanych i/lub otrzymywanych w sprawach poszukiwań, dołączyłem Opracowania autorów polskich, pobrane z Internetu wraz z opisami na temat Niemieckich Obozów Zagłady i Ośrodków Eksterminacji, takich jak Mauthausen – Gusen i Hartheim. AntoniRulczyńskiMateriałyArch

Jak już poprzednio pisałem w Rozdziale Bloga zatytułowanym Rodzina Rulczyński : Rodzina Rulczyński żoną Antoniego była Maria de domo Skrętna. Zamieszczam powyżej fotokopię odręcznego życiorysu Marii, matki trojga Felicji ur. ca 1930 r. oraz bliźniąt Wandy i Edwarda urodzonych ca 1935 roku. Maria była bliską przyjaciółką mojej Cioci Zofii z którą była w szkole, zespole tańca i śpiewu ludowego, chórze parafialnym itp. itd.

Maria miała brata Stefana który pasjonował sie motoryzacją, miał motocykl który przedstawiają kolejne fotogramy. Stefan w czasie wojny znalazł się w Belgii gdzie ożenił się z Marielle i zamieszkał w Grivegnee. Tam też w okolicy, na drodze dojazdowej zginął tragicznie jadąc motocyklem. Dokumentuje to fotokopia notatki prasowej z wypadku. Materiał zamieszczony powyżej, pochodzi z archiwum Marii Rulczyńskiej żony Antoniego a siostry Stefana.

Syn Antoniego Edward Rulczyński mój kuzyn, uczestniczył w pielgrzymce byłych więźniów w 2016 roku, po raz pierwszy także raz w Ośrodku Męczeństwa Schloss Hartheim w Austrii. „…Pielgrzymka Mauthausen 2016, organizowana przez Klub Byłych Więźniów Politycznych Obozów Koncentracyjnych Mathausen – Gusen z Warszawy, mogła dojść do skutku dzięki dofinansowaniu przez Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, za co serdecznie byliśmy wdzięczni.„- to cytat z artykułu w poznańskiej prasie. Edward nadesłał zdjęcia z uroczystości pod ścianą Memoriału w Mauthausen oraz w miejscu upamiętniania Pamięci Więźniów podczas pielgrzymek, usytuowanego w okolicy byłych pieców krematoryjnych.

Edward nadesłał także fotokopie artykułu Elżbiety Rybarskiej z Czasopisma Mieszkańców „MY” w Poznaniu, [Antoninek, Zieliniec, Kobylepole, Główna, Os. Warszawskie, Pomet, Maltańskie, Chartowo, Komandoria, Śródka, Zawady, Ostrów Tumski], z 2016 roku. Kuzyn Edward Rulczyński stoi w środku delegacji z wieńcem okolicznościowym i biało-czerwoną w dłoniach.

© copyright by Wojciech Kazimierz Jeneralczyk